Jest niezmiernie ciężkim zadaniem ustalenie rzeczywistego przebiegu wydarzeń słynnego "przebicia do Śródmieścia". Opierając się na kilkunastu pracach źródłowych, mam wielki problem z dojściem do "pełnej prawdy"...

Zarówno relacje bezpośrednich uczestników tych wydarzeń, jak i opublikowane w ciągu kilkudziesięciu lat liczne opracowania naukowe na ten temat, różnią się między sobą w wielu istotnych szczegółach, których dziś już niepodobna zweryfikować...

W dniu 29 VIII 1944 kanałami ze Śródmieścia na Starówkę powrócił mjr dypl. "Tomir" [Tadeusz Perdzyński] przynosząc zgodę płk. "Montera" na przebicie się oddziałów Grupy "Północ" wraz z rannymi i ludnością cywilną do Śródmieścia; na działanie to wybrano noc z 30/31 VIII 1944.

Zacząć się miało ono początkowo o godz. 23:00  jednoczesnym atakiem z dwóch stron:

- oddziały Grupy "Północ" płk. "Wachnowskiego" z podstaw na ul. Długiej i Bielańskiej przez plac Bankowy ku Halom Mirowskim i Żelaznej Bramie;

- oddziały Śródmieścia-Północ mjr "Zagończyka" w tym samym kierunku lecz z przeciwnej strony: z podstaw na ul. Grzybowskiej i Królewskiej.

Odległość między stanowiskami przednimi wynosiła około 800 metrów [w prostej linii od Bielańskiej do Grzybowskiej], szerokość przebijanego korytarza przez pozycje niemieckie - około 400 metrów. Płk "Monter" przyrzekł, że osobiście dopilnuje działań ze strony Śródmieścia.

Szczegółowy plan opracowany przez ppłk. "Floriana", szefa sztabu Grupy "Północ", przewidywał uderzenie ze Starego Miasta dwiema kolumnami szturmowymi pod osobistym dowództwem płk. "Wachnowskiego". Uderzenie to miało być wsparte jednoczesnym desantem kanałowym na tyły pozycji wroga na placu Bankowym.

Prawe skrzydło natarcia

stanowiła kolumna mjr. "Sosny" złożona z baonu "Chrobry I", oddziału KB kpt. "Nałęcza" i resztek baonu "Parasol" por. "Jeremiego". Powinna ona nacierać siłą ponad 200 żołnierzy z podstaw wyjściowych w Pasażu Simonsa przy ul. Długiej oraz z Reduty Matki Boskiej [Długa 29] i po opanowaniu Pałacu Radziwiłłów przy ul. Bielańskiej nr 14 [Pałac od 26 VIII 1944 zajmowali Niemcy] uderzyć przez Długą i Tłomackie ku Rymarskiej, pozostawiając straże boczne w Pasażu Simonsa, na ulicy Przejazd przy jej zbiegu z Lesznem i na narożniku Leszno - Rymarska. Teren utrzymać aż do nadejścia ostatnich straży tylnych mjr. "Roga".

Lewe skrzydło natarcia

tworzyła kolumna pod dowództwem ppłk "Radosława", złożona z dwóch członów:

- Zgrupowanie mjr "Jana"

W składzie oddziałów "Brody" [baon "Zośka", kompania "Topolnicki", kompania "Dysk" kpt. "Leny"], razem około 300 żołnierzy, uszykowane w trzech rzutach - wykonać miało wysiłek główny: natarcie z obu stron Banku Polskiego przez ruiny domów między Bielańską a Senatorską z ogólnym kierunkiem natarcia na Szpital Maltański przy Senatorskiej 42 [d. Dom Bankowy Wilhelma Landaua, szpital ewakuowany przez Niemców 14.VIII.1944] i na pl. Bankowy; stąd po połączeniu z desantem kanałowym "Czaty 49" i nawiązaniu łączności z atakującą po prawej kolumną mjr. "Sosny" dalsze natarcie prowadzić ulicami: Elektoralną i Zimną oraz Przechodnią w kierunku na Hale Mirowskie i pl. Żelaznej Bramy - aż do uzyskania łączności z oddziałami Śródmieścia-Północ.

Bank Polski

połowa sierpnia 1944

- Zgrupowanie kpt. "Trzaski"

w składzie "silnego i dobrze uzbrojonego oddziału" złożonego z części baonów "Wigry" i WSOP "Dzik" miało nacierać równolegle do oddziałów mjr. "Jana" z wylotu ulicy Daniłowiczowskiej przez ruiny Bielańskiej i ulicą Senatorską przez Pałac Błękitny do pl. Bankowego [nazwanego wtedy placem Starzyńskiego], następnie ulicą Żabią, z zadaniem osłony od Ogrodu Saskiego.

Teren wyznaczony do opanowania grupie uderzeniowej kpt. "Trzaski". Zdjęcie przedwojenne: widok z wieży Ratusza na perspektywę ul. Senatorskiej w kierunku zachodnim. Na dole, po lewej, widoczne domy przy ul. Wierzbowej, po prawej tory tramwajowe skręcające łukiem w ul. Bielańską. W głębi widoczne zabudowania pl. Bankowego i ulica Elektoralna. Na górze po lewej domy przy ul. Żabiej i pl. Żelaznej Bramy.

- Desant kanałowy kpt. "Motyla"

Pierwszą fazą natarcia miało być złamanie oporu nieprzyjaciela w ruinach przy Bielańskiej i osiągnięcie placu Bankowego. Plac ten miał być zaatakowany o godz. 23:00 przez oddział kpt. "Motyla", wydzielony z "Czaty 49" [w opracowaniach J. Kirchmayera i A. Borkiewicza dowodzenie desantem powierzono por. "Piotrowi" - jednak przeczą temu relacje żołnierzy "Czaty 49" - uczestników desantu] i wzmocniony: plutonem "Torpedy" z baonu "Miotła" i plutonem Oddziału Specjalnego "Juliusz" - razem około 110 [150] żołnierzy. Kpt. "Motyl" miał wykonać wypad kanałami, pod pozycjami wroga, opanować przez zaskoczenie pl. Bankowy, a po zamknięciu ogniem wylotów ulic Elektoralnej, Przechodniej i Żabiej współdziałać z kolumną główną przez uderzenie w kierunku Szpitala Maltańskiego i na ul. Tłomackie. Z pl. Bankowego kpt. "Motyl" miał wystrzelić w powietrze zieloną rakietę: sygnał dla Starówki i Śródmieścia-Północ rozpoczynający szturm.

Trasa, którą mieli pokonać żołnierze desantu kanałowego była bardzo długa i wyczerpująca. Na jej pokonanie oddział wydzielony potrzebował ok. 3 godzin...

Pl. Bankowy przed wojną

Łącznie staromiejskie siły przeznaczone do przebicia wynosić miały około 760 stosunkowo dobrze uzbrojonych żołnierzy. [Była to wystarczająca siła do natarcia na odcinek silnie umocniony o szerokości 400 metrów, lecz ten precyzyjny plan mógł być wykonany jedynie siłami wypoczętymi i dobrze zorganizowanymi, zwłaszcza w zakresie współdziałania ognia z ruchem, z dobrze działającą łącznością i dowodzeniem. W rzeczywistości siły te wynosiły około 660 żołnierzy zmęczonych i często kontuzjowanych].

Kolumna "Jesiona"

W ślad za II rzutem głównej kolumny szturmowej miały postępować, pod dowództwem zastępcy d-cy Grupy "Północ" płk. "Jesiona", kolumny rannych [w nich ciężko ranni na noszach, żołnierze bez broni oraz ludność cywilna], kierowane przez ppłk "Pawła", pod osłoną straży tylnych.

Straż tylna

Dowodzący nią mjr Stanisław Błaszczak - dowódca zgrupowania "Róg" - miał utrzymać wszystkie stanowiska obronne resztą sił wydzielonych ze wszystkich zgrupowań, a liczących około 1000 żołnierzy [reszta "Czaty 49", oddział mjr. "Rysia", reszta zgrupowania "Trzaska", wszystkie oddziały odcinka południowego - w tym baon NOW "Gustaw", część zgrupowania kpt. "Gozdawy", 5. kompania por. "Batury" z baonu "Kiliński"], ściągając je - dopiero na sygnał rakietą - stopniowo ku Miodowej i Bielańskiej, w ślad za kolumną główną.

O godz. 18:00 [St. Podlewski podaje, że dowódcy otrzymali rozkaz o godz. 19:00. Rozkaz ten opracowany przez mjr. "Tomira" nie uwzględniał całości planu ppłk. "Floriana", nie było jednak czasu na zmiany. Poprawki i uzupełnienia podał ustnie płk "Wachnowski" na ostatniej odprawie, lecz wyniknął z tego spory zamęt w szczegółach wykonania, zwłaszcza w organizowaniu jednoczesności uderzeń] dowódcy odcinków otrzymali pisemny rozkaz dowódcy Grupy "Północ", organizujący szturm nocny na godzinę 0:30 w nocy z 30/31 VIII z ulicy Bielańskiej ku Żelaznej Bramie. Na wcześniejszej odprawie w sztabie płk. "Wachnowskiego" rozkaz ten został uzupełniony szczegółowym omówieniem zadań wszystkich kolumn. Omówiona też została organizacja i zasady przemarszu kolumn rannych, żołnierzy bez broni i ludności cywilnej, a także działania straży tylnej, którą mjr "Róg" miał przesuwać stopniowo, dając umówione znaki rakietami. Zajmowanie stanowisk wyjściowych miało się zacząć po zapadnięciu zmroku; o godz. 23:00, na półtorej godziny przed rozpoczęciem szturmu.

Płk "Wachnowski" wraz ze sztabem przeniósł dowództwo na ul. Hipoteczną do Kinematografu Miejskiego, w którego sąsiedztwie miały mieścić się dowództwa ppłk. "Radosława" i mjr. "Sosny" oraz centrum łączności z radiostacją i centralą telefoniczną przewidzianą do łączności z desantem kanałowym.

Wszyscy dowódcy odcinków przystąpili do organizowania oddziałów przeznaczonych zarówno do kolumn szturmowych, jak i do straży tylnej. Opóźniła to toczona przez cały dzień 30 VIII walka, która ustała o zmierzchu. Dopiero wieczorem można było dokonać niewidocznych dla wroga przegrupowań.

1. Ppłk "Radosław":

na swoim odcinku północnym pozostawił tylko kilka placówek wydzielonych z "Czaty 49", na odcinku ul. Sapieżyńskiej od Bonifraterskiej do zakrętu Sapieżyńskiej koło stadionu i dalej łukiem ku kościołowi Najświętszej Maryi Panny. Ten słaby oddział miał utrzymać odcinek i cofnąć się na rozkaz mjr. "Witolda" na pl. Krasińskich dopiero po opanowaniu przez oddziały "Radosława" placu Bankowego. Reszta "Czaty 49" - około 95 żołnierzy - przesunięta została o zmierzchu na pl. Krasińskich, by wziąć udział wraz z plutonem Oddziału Specjalnego "Juliusz" w wycieczce kanałami na plac Bankowy.

Wszystkie oddziały "Brody 53" zostały ściągnięte na ul. Franciszkańską i Koźlą, by utworzyć kolumnę szturmową mjr. "Jana". Ruiny Zakładów "Fiata" opuszczono.

Bielańska - po prawej widoczne ruiny Banku Polskiego. Stan po 1 IX 1944 - zdjęcie niemieckie.

2. Kpt. "Trzaska":

po otrzymaniu rozkazu płk. "Wachnowskiego" wydzielił do natarcia pluton ppor. "Andrzeja" z baonu "Wigry" oraz pluton ppor. "Bazylego" z baonu WSOP "Dzik" - razem około 50 żołnierzy, oraz 5 oficerów ze swego sztabu. Na odcinku wschodnim pozostawały oddziały kpt. "Zaremby", oraz por. "Golańskiego" z baonu "Wigry" wraz z resztką baonu WSOP por. "Dzika"; podporządkowano je mjr. "Rogowi", by na jego znak [4 rakiety białe] zejść ze stanowisk i przyłączyć się do straży tylnej.

Wszystkie oddziały odcinka południowego: 101. kompania baonu "Bończa", 104. kompania Związku Syndykalistów Polskich, baon "Gustaw", jak również oddziały podległe kpt. "Gozdawie" z odcinka zachodniego weszły w skład straży tylnej [przeczą jednak temu relacje żołnierzy kpt. "Gozdawy" z kompanii kpt. "Prusa", którzy brali udział w szturmie z podstaw w Banku Polskim z kierunkiem na ul. Tłomackie].

3. Mjr "Sosna":

do swojej kolumny szturmowej wydzielił baon "Chrobry I" i oddział OW-KB kpt. "Nałęcza" wraz z kompanią baonu "Parasol" por. "Jeremiego". Oddziały te podstawy do natarcia ulokowane miały w Pasażu Simonsa i w rejonie "Reduty Matki Boskiej" przy ul. Długiej 29.

Pałac Radziwiłłów ul. Bielańska 14 - stan z okresu powojennej odbudowy. Od 26 VIII 1944 gmach zajęty był przez Niemców, oddziały polskie nie zdołały go zdobyć atakując podwórzami na zapleczu pobliskiego Hotelu Polskiego.

Oddziałom szturmowym rozdzielono posiadane zapasy amunicji, granatów i resztki konserw.

Działanie kolumn szturmowych stanowiących lewe skrzydło zostało jeszcze raz omówione z dowódcami przez ppłk. "Radosława" na odprawie w jego nowej kwaterze przy ul. Koźlej.

Początek szturmu został przez płk. "Wachnowskiego" przesunięty na godzinę 1:00 w nocy, a osiągnięcie gotowości bojowej do szturmu na godzinę 24:00, lecz nie dowiedzieli się o tym płk "Monter" i mjr "Zagończyk" w Śródmieściu. Jedynie mjr "Witold" z "Czaty 49" przesunął czas uderzenia wycieczki kanałami na godzinę 1:00 w nocy.

4. Płk "Jesion" i ppłk "Paweł":

organizatorzy najliczniejszych kolumn ciężko rannych powstańców i ludności cywilnej, zgromadzili swe kolumny przy placu Krasińskich, Długiej, Hipotecznej i Daniłowiczowskiej o godzinie 23:00. Dojście do podstaw natarcia na ul. Bielańskiej zostało zatkane zwartymi tłumami ludności cywilnej i rannymi, wśród których niemożliwe było utrzymanie ładu. W ciemnościach deptano "niekończące się" kolumny ciężko rannych na noszach. Powstawały hałasy w pobliżu stanowisk wroga, który wszczął ogień nękający w okolicę placu Krasińskich.

Większość oddziałów "Radosława" z trudem przedzierała się przez zatłoczone ulice w stronę Banku Polskiego. Gdy przed północą sztab płk. "Wachnowskiego" wszedł w ulicę Hipoteczną "powstał tam taki tłok i ścisk, że nie można było się ruszyć". W Kinematografie Miejskim nie zastano nikogo. Dopiero po dłuższych poszukiwaniach okazało się, że w tym samym budynku był już ppłk "Radosław", a radiostacja "Wachnowskiego" znajdowała się w sąsiednim domu Spiessa, lecz napierające tłumy utrudniły nawiązanie łączności w przewidzianym czasie.

Bank Polski:

zniszczone skrzydło północne,

z którego atakowała m.in. kompania kpt. "Prusa"

5. Przeznaczony do opanowania placu Bankowego oddział kpt. "Motyla", zebrał się po zapadnięciu zmroku w pobliżu włazu kanałowego na placu Krasińskich na wysokości gmachu Archiwum Akt Dawnych i około godz. 21:00 wszedł do kanałów, mając na czole pluton ppor. "Cedro" złożony z 25 żołnierzy i oddział por. "Piotra". Opóźnił się pluton "Juliusz", który około godz. 22:00 podążył kanałami za "Czatą". Natomiast patrol łączności, ściągnąwszy przewód telefoniczny odcinka północnego, by poprowadzić telefon za oddziałem kpt. "Motyla", został zatrzymany przed włazem do kanału przez żandarmerię. Jej dowódca mjr. "Barry", który zbyt późno usiłował zrobić jakiś porządek wśród tłumów napierających n a właz, zatrzymał grupę "telefoniarzy" nie dając im wiary, że są jednostką wyznaczoną do wypadu kanałowego. W ten sposób d-ca żandarmerii pozbawił płk. "Wachnowskiego" łączności z desantem kpt. "Motyla"...

W tym czasie, po całym Starym Mieście rozeszła się wiadomość o mającym nastąpić przebiciu. Z piwnic, z powstańczych szpitali, z zasypanych nor, na ulice wyległy tysiące ludzi, którzy ruszyli ogromną masą w kierunku Hipotecznej, Bielańskiej i placu Krasińskich. Ludzie bali się, że oddziały powstańcze pozostawią ich na pastwę wroga, próbowali więc na własną rękę opuścić "staromiejskie piekło"...

Płonące domy na Bielańskiej stanowiły "ziemię niczyją".

W głębi widoczne kamienice przy ul. Wierzbowej opanowane wieczorem 6.VIII przez oddziały SS i policji z grupy Reinefartha. Z tych domów Niemcy prowadzili ogień zaporowy blokujący swobodne poruszanie się po Bielańskiej.

Przed północą oddziały szturmowe mjr. "Jana", któremu podporządkowany został także oddział kpt. "Trzaski", ugrupowane w trzech rzutach były gotowe do działania:

- kpt. "Trzaska" u wylotu ul. Daniłowiczowskiej na Bielańską z plutonem ppor. "Bazylego" w pierwszym rzucie,

- oddziały "Brody 53", w Banku Polskim z baonem "Zośka" w dwóch rzutach,

- w trzecim rzucie: oddział por. "Topolnickiego", pluton saperów wraz z "Dyskiem".

Wszyscy żołnierze zostali pouczeni o zadaniach i o znaczeniu tej walki.

Przydzielony mjr. "Sośnie" baon "Parasol" z wielkim trudem zajął pozycje przy ul. Długiej nr 29 skąd miał ruszyć wraz z załogą "Reduty Matki Boskiej". Opóźniało się znacznie zajęcie pozycji przez oddziały prawej kolumny, mającej zacząć działanie po sygnałach rakietowych z pl. Bankowego: mjr. "Sosny" nie można było odnaleźć, a jego oddziały nie były przygotowane do natarcia...

Jak się wkrótce okaże, miało to decydujący wpływ na przebieg całości uderzenia...

Koło godziny 1:30 usłyszano odgłosy walki w okolicy placu Żelaznej Bramy - oddziały Śródmieścia, na darmo oczekując zielonej rakiety nad pl. Bankowym, ruszyły do ataku na rozkaz płk. "Montera". Wkrótce wybuchła równie gwałtowna strzelanina na placu Bankowym. To oddział kpt. "Motyla" rozpoczął działanie. "Wycieczka" idąc kanałem głównym pod ul. Miodową i Krakowskim Przedmieściem, a następnie niskim kanałem bocznym pod Trębacką i Senatorską, otworzyła właz na placu Bankowym na wprost wylotu ul. Elektoralnej [według ppłk. "Floriana", autora planu ataku, na placu Bankowym desant miał wyjść trzema włazami, jednak powstańcy kpt. "Motyla" odkryli tylko jeden właz, z którego można było wyjść - pozostałych włazów nie udało się otworzyć, prawdopodobnie stały na nich niemieckie pojazdy]. Po krótkiej naradzie w kanale, pomimo nieoczekiwanej zmiany sytuacji, postanowiono jednak wyprowadzić oddział na powierzchnię jedynym włazem i po cichym zajęciu dogodnych pozycji zaatakować. Ppor. "Cedro" wydostał się niepostrzeżenie z kanału z trzema sekcjami lkm por. "Torpedy" [10 ludzi], za nimi zaczął wychodzić pluton por. "Jędrasa". Na placu przy fontannie biwakowali Niemcy w namiotach [według rozpoznania plac miał być: "wolny o d oddziałów npla"]. Powstańcy, którzy wyszli z włazu zalegli na chodniku kilkadziesiąt metrów od biwakujących Niemców. Noc była jasna, księżycowa. Na leżących żołnierzy natknął się Niemiec idący prawdopodobnie w stronę pobliskich zarośli "za potrzebą". Leżący, "na których wdepnął", otworzyli gwałtowny ogień zanim cały oddział [ok. 150 ludzi] zdołał wyjść z włazu. Plac błyskawicznie oświetliły jaskrawe flary. Powstańcy otworzyli ogień, biegnąc w kierunku ruin byłego Ministerstwa Skarbu, obsługa karabinu maszynowego zajęła stanowisko koło figury św. Antoniego stojącej przy wylocie ul. Senatorskiej. Lecz wcześniej zaczął strzelać niemiecki karabin maszynowy w kierunku włazu, uniemożliwiając wyjście całego oddziału. Po krótkim chaosie Niemcy opanowali sytuację kładąc ogień zaporowy tuż nad ziemią. W ogniu tym padł ppor. "Cedro", jego pluton w gwałtownej walce został zdziesiątkowany. Tylko kilku powstańcom z rkm-em, gdy zgasły rakiety, udało się wycofać do kościoła św. Antoniego na Senatorskiej [jeden z nich w wieży kościoła ukrywał się do... 14 listopada!]. Straciwszy kilkunastu zabitych, wielu rannych i zaginionych, oddział wycofał się szybko do kanału głównego zatrzaskując za sobą właz. Stąd kpt. "Motyl", nie mogąc uzyskać łączności z ppłk. "Radosławem", po kilku godzinach oczekiwania odszedł do Śródmieścia wychodząc włazem przy ul. Wareckiej, gdzie dotarł po blisko dwudziestogodzinnej wędrówce.

Pluton "Juliusz", zawiadomiony przez gońca, już wcześniej zawrócił na Stare Miasto dołączając do oddziałów mjr. "Sosny" zgrupowanych do natarcia na Pałac Radziwiłłów, by z nimi nacierać na ul. Tłomackie.

Bank Polski.

Widoczny wrak zniszczonego czołgu - tędy ruszyło natarcie kompanii kpt. "Prusa". Powstańcy atakowali ze środkowej części banku - "wysypanej" na środek ul. Bielańskiej. Gdy zbiegli z gruzów na jezdnię dostali się pod morderczy ogień MG i granatników. Mieli prawdopodobnie nacierać w kierunku Bielańska 7 - wylot Tłomackiego, nie dotarli jednak nawet do drugiej strony ulicy. Atak wykonali dwa razy: o 1:00 i koło 3:30 - bez powodzenia.

W międzyczasie [godz. 1:00], zgodnie z pierwszym planem, z podstaw wyjściowych w Banku Polskim, przez otwór w wysadzonej w powietrze ścianie, ruiny ul. Bielańskiej zaatakowała 1. Kompania Wypadowa kpt. "Prusa" [Tadeusz Dąbrowski] z baonu kpt. "Gozdawy". Natarcia tego w olbrzymim zamieszaniu panującym bezpośrednio na polskim zapleczu nie zdążono odwołać. Oddział ponosząc duże straty krwawe pod silnym ostrzałem z broni maszynowej i granatników wycofał się na podstawy wyjściowe [niektórzy żołnierze ukryci w leju po bombie, na środku jezdni przeczekali 24 godziny], aby ponownie uderzyć z resztą oddziałów ok. godz. 3:30.

O tym przedwczesnym ataku milczą główne źródła naszej wiedzy o przebiegu działań bojowych Powstania Warszawskiego na Starówce.

Kirchmayer, Stachiewicz, Borkiewicz, Podlewski, Bartoszewski w swoich pracach nie wspominają o tym ataku wykonanym przez osamotnioną kompanię wypadową i obsadę reduty "Bank Polski".

Żołnierze "Gozdawy" szczegóły tej akcji ujawnili dopiero w latach 80-tych [patrz: Zb. Wróblewski "Pod komendą Gozdawy", Warszawa 1989, T. Dąbrowski "Prus": "Za Wolność i Lud", 28 VII 1984].

Oddziały mjr. "Zagończyka":

Wieczorem 30 VIII oddziały mjr "Zagończyka" zajęły stanowiska wyjściowe do natarcia na plac Żelaznej Bramy i Hale Mirowskie ku przebijającym się tej nocy oddziałom Starego Miasta.
Zachodnie skrzydło natarcia utworzył batalion kpt. "Ruma" wzmocniony dwiema kompaniami grupy "Chrobry II" i kompanią z batalionu "Gurt". Wschodnią kolumnę pod dowództwem por. "Ostoi" utworzyły oddziały odwodowe ppłk "Radwana": pluton "Rygiel", dwa plutony z Osłony Drukarń pod dowództwem por. "Antka". Siły te liczyły ogółem około 550 żołnierzy.
Oddziały te miały opanować koszary przy ulicy Ciepłej nr 13, skąd nieprzyjaciel mógł bocznym ogniem razić skrzydło natarcia, następnie powinny uderzeniami wzdłuż Ciepłej i Rynkowej wyprzeć nieprzyjaciela z Hal Targowych i placu Mirowskiego, który miał być utrzymany do czasu przejścia oddziałów Starego Miasta. Jednocześnie prawe skrzydło miało uchwycić plac Żelaznej Bramy i północny skraj Ogrodu Saskiego. Po opanowaniu powyższych celów i ustawieniu ubezpieczeń tak od strony Ogrodu Saskiego jak i od Woli - wydzielone oddziały miały wysunąć się ku placowi Bankowemu i ulicy Elektoralnej, przy czym okrzykiem bojowym było hasło "Sosna", by w walce nie zderzyć się z nadciągającymi od Bielańskiej kolumnami szturmowymi powstańców ze Starego Miasta. Od zachodu ubezpieczały natarcie oddziały kpt. "Hala". Niemców w Ogrodzie Saskim miało związać zgrupowanie mjr "Bartkiewicza", dając też wsparcie ogniowe plutonom por. "Ostoi".
O godzinie 23:00 oddziały osiągnęły gotowość do walki. Na stanowisko mjr "Zagończyka" przybył płk "Monter". Na jego rozkaz o godzinie 0:30 wystrzelono zieloną rakietę - umówiony z płk "Wachnowskim" znak rozpoczęcia ataku. Taki sam odzew miał nastąpić od Starego Miasta, ale nie ujrzano go. Płk "Monter" nakazał rozpocząć natarcie o godzinie 1:00.

Płonące Hale Mirowskie.

W pierwszych dniach Powstania Warszawskiego było to miejsce masowych egzekucji ludności cywilnej zachodniego Śródmieścia.

W czasie ataku oddziałów mjr. "Zagończyka", hale targowe wyznaczające połowę drogi, którą pokonać miały oddziały śródmiejskie, okazały się kresem ich możliwości...

Oddziały zgrupowań "Chrobry II" i "Gurt" po godzinnym krwawym wysiłku zdobyły koszary policji przy ulicy Ciepłej 13. Plutony por. "Karola" i ppor. "Prawdzica" z kompanii por. "Jaremy" wdarły się do głównej bramy z ruin naprzeciw koszar i szturmem opanowały dziedziniec, torując drogę kompanii ze zgrupowania "Gurt". Zniszczono placówkę formacji wschodniej na skrzyżowaniu Grzybowskiej i Ciepłej. Zdobyto 1 ckm, 2 rkm, sporo kb. i pistoletów, wzięto 6 jeńców - w tym 1 oficera. Dalszy ruch ku placowi Mirowskiemu powstrzymał gwałtowny ogień wzdłuż Krochmalnej od ul. Żelaznej. Nieprzyjaciel utrzymał też północną stronę ul. Krochmalnej naprzeciw koszar - ostrzeliwano się wzajemnie przez ulicę. Nie udało się też wyprzeć wroga z gniazda oporu na wieży strażackiej przy placu Mirowskim. Tymczasem pluton "Iskra" opanował narożnik Krochmalna - Rynkowa i strzałem z "Piata" zniszczył bunkier w rogu Chłodnej i Rynkowej. Plutony por. "Corda" i por. "Stefana" szturmem przez ruiny między Ciepłą a Rynkową wyrzuciły Niemców z Hal Targowych. Tam powstańcy dostali się rychło pod skupiony ogień artylerii, granatników i moździerzy od kościoła św. Boromeusza. Tylko jedna drużyna plutonu por. "Corda" zdołała przekroczyć zaporę ogniową i wysunąwszy się ulicą Zimną zdobyła dom przy ulicy Elektoralnej. Plutony por. "Stefana" i por. "Corda" ponowiły natarcie, ale poniósłszy ciężkie straty wycofały się. Na ich miejsce zostały rzucone: pluton kompanii ze zgrupowania "Gurt" i pluton por. "Janusza". Opanowały one powtórnie Hale Targowe, ale natarcie ich zaległo w ogniu. Por. "Janusz" został śmiertelnie ranny. Przydzielone drużyny minierskie nie zdołały zniszczyć gniazd karabinów maszynowych nieprzyjaciela, hamujących natarcie. Wylot ul. Granicznej znalazł się nadto pod ogniem z Ogrodu Saskiego. Pluton "Rygiel" wysunął się naprzód w stronę wylotu od Żabiej, dwa plutony ppor. "Antka" walczyły na granaty ręczne pod Palmiarnią, tracąc, tam 4 poległych i 11 rannych. W tym czasie ruszyło przeciwnatarcie wroga na oba skrzydła mjr "Zagończyka": ulicą Chłodną - na plac Mirowski, z Ogrodu Saskiego - na plac Żelaznej Bramy, spychając oddziały polskie ku Krochmalnej i Grzybowskiej. Płk "Monter" nie mogąc nawiązać łączności telefonicznej z płk "Wachnowskim" a obawiając się o odcięcie oddziałów mjr "Zagończyka", rozkazał mu umocnić zdobyte stanowiska na Krochmalnej, Wielopolu i Granicznej. Odwrót z koszar przy Ciepłej udaremnił ogień karabinów maszynowych ze skrzyżowania Krochmalnej i Ciepłej. Budowano z obu stron ulicy barykadę, ale rozwalił ją "Goliath". Korzystając z chmury dymu i kurzu oddziały mjr "Zygmunta" wycofały się bez strat z koszar na ulicę Grzybowską. Natarcie to kosztowało jednak około 50 poległych i 100 rannych.
Wynik tego czołowego natarcia tak określił płk "Monter", osobiście nim kierujący:
Zadanie nocne z 30/31 Grupy "Północ" i Obwodu Śródmieście doprowadziło do następującego położenia: oddziały Śródmieścia natarciem własnym osiągnęły prawie wyloty na plac Żelaznej Bramy, na ulicy Granicznej nr 16, Skórzaną. Lewe skrzydło natarcia osiągnęło Halę Mirowską, ale pod silnym ogniem granatników i moździerzy npla musiało się wycofać.
Grupa "Północ" osiągnęła ulicę Bielańską oraz budynki (ruiny) na płd. zach. od tej ulicy.
Dalsze posuwanie się z powodu silnego ognia npla zostało zatrzymane. D-ca Grupy "Północ" nie zdecydował się na rozkaz do przebijania się w stronę Żelaznej Bramy.

Już koło godziny 4:00 płk "Monter", nie doczekawszy przybycia oddziałów Starego Miasta rozkazał oddziałom śródmiejskim umocnić się na zdobytych stanowiskach.

Zaplecze Hotelu Polskiego przy ul. Długiej 29. Tak zwana "dziura", wyłom wybity w ścianie oficyny fabryki "Koloryt" w kierunku Pałacu Radziwiłła. W "dziurze" krwawo załamał się szturm prawego skrzydła oddziałów mjr. "Sosny".

W tym samym czasie, gdy Śródmieście-Północ praktycznie zakończyło już szturm, sztab Grupy "Północ" na próżno oczekiwał meldunków o desancie kanałowym od mjr. "Witolda", jak i od mjr. "Sosny" o osiągnięciu podstaw wyjściowych.

Gdy zaczęło szarzeć, około godz. 3:30 [czas słoneczny: wschód słońca - godz. 5:04] płk "Wachnowski" rozkazał przystąpić do natarcia...

Ściągnięci z Reduty Ratusz-Kanoniczki żołnierze z resztek 4. 5. i 6. kompanii nowomiejskich baonu im. Czarnieckiego kpt. "Gozdawy" zostali uformowani w 5. kompanię uderzeniową pod d-twem por. "Ogórka" i zastępcy por. "Jackowskiego". Zlepek ten miał uderzyć między Redutą Matki Boskiej a Pałacem Radziwiłłów, sygnałem był wybuch, spowodowany przez saperów, wysadzających dziurę w ścianie. Natarcie na tym odcinku ruszyło z 2-godzinnym opóźnieniem. Po wybuchu ruszyło do szturmu zgrupowanie "Sosny" innymi oddziałami. Ledwie przedostali się pierwsi żołnierze przez wybity wyłom, uderzył w nich gęsty ogień zaporowy ciężkiej broni maszynowej. Wielu żołnierzy zginęło. Podobnie załamało się natarcie Dyonu Motorowego Obszaru Warszawa, atakującego wraz z ludźmi z plutonu por. "Sokoła", oraz oddziałami por. "Leszka", por. "Szczerby" i pododdziałami baonu "Parasol". W ostatniej chwili przed szturmem nastąpiło jakieś niezrozumiałe przegrupowanie sił, wędrówki oddziału przebijającego się przez tłumy ludności na Hipotecznej, która oczekiwała, że ruszy za oddziałami szturmowymi. W wyniku wędrówki zapodział się gdzieś ckm "Gozdawy", a oddziały z Reduty Matki Boskiej wróciły na podstawę wyjściową do "dziury" w ścianie fabryki "Koloryt", skąd miały ruszyć przez ogrody Pałacu Radziwiłłów. Tam natknęli się również na ogień zaporowy. Beż śladu zginęło kilku żołnierzy z Dyonu, którzy zdążyli dobiec do ogrodów przed rozpoczęciem ognia. Na Reducie zginęło 10 żołnierzy "Gozdawy" a 15 było ciężko rannych.

Grupa uderzeniowa "Parasola" zajęła pozycje wyjściowe w rejonie budynku przy Długiej 27/29 w następującym składzie:

- 3. kompania "Lota" przy przejściu w murze odgradzającym pozycję zajętą przez Niemców,

- 2. kompania "Górala" pod murem oficyny domu Długa 31, zajętej przez Niemców,

- 1. kompania "Włodka" [II rzut] na tyłach Długiej 25.

Długi okres wyczekiwania na rozkaz do natarcia, a tym samym wyczerpanie nerwowe spowodowało, że natarcie ruszyło nie dwiema, a wszystkim trzema kompaniami. 2. i 3. kompanie nacierały frontalnie, 1. kompania oficynami wzdłuż Długiej 29. W wyniku zażartych walk powstańcom udało się wyprzeć Niemców tylko z części zabudowań ul. Długiej. Ranni zostali wszyscy trzej dowódcy kompanii oraz por. "Jeremi", który objął dowodzenie atakiem. O świcie "Parasol" obsadził dom narożny u zbiegu Bielańska - Długa i to stanowiło kres jego możliwości. Niemcy pokryli zaporą ogniową oś natarcia "Sosny" uniemożliwiając jego oddziałom dalsze parcie do przodu.

[Nigdy nie zostały w pełni wyjaśnione przyczyny spóźnienia się mjr. "Sosny", który swe oddziały skoncentrował w Pasażu Simonsa; ppłk "Radosław" unieruchomiony raną - dowodził leżąc na noszach, ale dlaczego sztab Grupy "Północ" oczekiwał biernie przez dwie godziny? Ranny 9 IX mjr "Sosna" zmarł dwa dni później w Śródmieściu nie wyjaśniając przyczyn swego opóźnienia].

Tymczasem na lewym skrzydle natarcia sytuacja wyglądała następująco:

około godz. 3:30 ppłk "Radosław" przez łączniczki wydał rozkaz: "Rozpocząć akcję przebicia!". Mjr "Jan" bezzwłocznie poderwał swój I rzut do szturmu przez Bielańską. Zaledwie 2. kompania "Rudy" baonu "Zośka" ustawiła się w załomach frontu Banku Polskiego na Bielańskiej przechodząc przez wysokie okna, gdy nad ulicę wystrzeliły rakiety. W ich świetle zaraz zaczęły rozrywać się pociski granatników. Wysunąwszy się w tym momencie z ulicy Daniłowiczowskiej na rozkaz kpt. "Trzaski" pluton ppor. "Bazylego" cofnął się, straciwszy od razu na jezdni 2 poległych i 18 rannych. Pluton "Felek" z kompanii "Rudy" przeskoczył jednak rozświetloną Bielańską i wdarł się w usypiska ruin po przeciwległej stronie ulicy, tam został obrzucony granatami ręcznymi przez placówkę niemiecką; parł jednak zdecydowanie naprzód wśród coraz to gwałtowniejszej strzelaniny. W tej chwili bowiem wzdłuż ulicy Bielańskiej od strony wylotu Tłomackiego zaczęły grać ciężkie karabiny maszynowe stwarzając ciągłymi seriami płaską zaporę ogniową tuż nad jezdnią.

Wpadły w nią następne plutony por. "Morro": "Sad" i "Alek" przebiegające ulicę z rozkazu mjr. "Jana" ze swymi ręcznymi karabinami maszynowymi i drużyną miotaczy płomieni. Pomimo krwawych strat, plutony te przedarły się przez zaporę ogniową obejmującą fronton gmachu Banku Polskiego i czołgając się przez zwaliska gruzów [przeważnie były to ruiny z września 1939], wśród chaosu ciemności, gęstych wybuchów granatów i wzmagającego się z każdą chwilą zaporowego ognia nieprzyjaciela, wsparły czołowy pluton w ciężkiej walce z bliska o umocnione stanowiska niemieckie usytuowane w głębi ruin Bielańskiej.

Na lewo od kompanii por. "Morro", także od wylotu Daniłowiczowskiej, lecz nieco wcześniej skoczył kpt. "Trzaska" z pozostałym plutonem ppor. "Andrzeja" z baonu "Wigry". Już po drugiej stronie Bielańskiej skupiony na małej przestrzeni pluton zarzucony został wiązkami granatów przez placówkę niemiecką, milcząca dotąd i ukrytą w ruinach: 6 powstańców zostało zabitych, 9 rannych. Lekko ranny kpt. "Trzaska" poprowadził pluton do szturmu; w rozpaczliwej walce na granaty i pistolety maszynowe z najbliższej odległości wybito część Niemców, reszta zbiegła w kierunku placu Teatralnego i ul. Wierzbowej, skąd niebawem odezwały się karabiny maszynowe wroga. Lecz z plutonu baonu "Wigry" pozostało już tylko kilku żołnierzy z por. "Prokopem". Kpt. "Trzaska" w przekonaniu, że klin pomiędzy Bielańską i Senatorską został już całkowicie oczyszczony z nieprzyjaciela polecił por. "Prokopowi" wynieść w tył rannych, sam zaś pobiegł naprzód ujrzawszy mjr. "Jana" z jego sztabem.

Gdy mjr "Jan" stwierdził postępy kpt. "Trzaski" i por. "Morro" rozkazał kpt. "Jerzemu" ruszyć naprzód resztą baonu "Zośka" oraz II rzutem "Brody 53", sam zaś ze sztabem pośpieszył za I rzutem natarcia, wykorzystując krótką przerwę w ogniu zaporowym. W dalszym ruchu przez ruiny grupka sztabu wpadła na niezdobyte jeszcze stanowisko wroga ulokowane w spalonym wysokim domu przy Senatorskiej, do którego zbliżało się właśnie lewe skrzydło kompanii por. "Morro" z miotaczami płomieni. Z najbliższej odległości Niemcy obrzucili grupkę granatami i zasypali gradem kul. W ostrej walce zginęli dowódcy "Brody 53": mjr "Jan", oficer operacyjny kpt. "Podhorecki", adiutant d-cy "Brody 53" por. "Brat" i łączniczki. W szturmie na to stanowisko wroga zginęła nadto powstańcza drużyna miotaczy płomieni. Reszta kompanii "Rudy" wyminęła je i posuwała się podwórzami wypalonych domów ku Senatorskiej. Ruch kompanii odbywał się pod ostrzałem z kilku stron, prowadzonym przez zbierające się z powrotem oddziały Niemców. W tym czasie załamało się natarcie 1. kompanii "Maciek" prowadzonej do boju przez pchor. "Kmitę". Kompania uderzyła z północnej części gmachu Banku Polskiego i zdołała częścią ludzi przeskoczyć w ogniu ulicę Bielańską, dalej jednak natarcie jej utknęło wobec przewagi wroga; tracąc w bocznym ogniu 5 poległych, w tym dowódcę plutonu pchor. "Poraja" i wielu rannych. Wobec ciężkich strat i niemożności posuwania się naprzód, kompania wycofała się na pozycje wyjściowe.

Za kompanią "Rudy" i sztabem "Brody 53", w ogniu karabinów maszynowych siekących długimi seriami w stanowiska wyjściowe w Banku Polskim, wyskoczył na Bielańską oddział por. "Topolnickiego" z III rzutu. "Już na jezdni wpadli w krzyżowy ogień niemiecki. Pada ranny "Topolnicki". Reszta biegnie w gruzy... Ogień wzmaga się z minuty na minutę... sieje spustoszenie w ich szeregach". Wziętych do niewoli rannych z oddziału por. "Topolnickiego"  Niemcy rozstrzelali nazajutrz na Woli [relacja "Basi", ujętej łączniczki mjr. "Jana"]. "Część wraca z powrotem. Inni zostają. Martwi. Drugi rzut nie udał się". Z niedobitkami kompanii "Topolnickiego" wycofał się także przez Bielańską oddział kobiecy "Dysk". Kpt. " Jerzy" z pocztem wysunął się naprzód, dołączając do kompanii por. "Morro".

Stawało się coraz widniej. Z kolei ruszyła kompania ppor. "Śnicy" [Kolegium "A"] licząca około 40 żołnierzy. Ppor. "Śnica" widząc porażkę oddziału por. "Topolnickiego" przesunął swą kompanię w lewo, do wylotu ul. Daniłowiczowskiej, gdzie część Bielańskiej zasłaniały gruzy domów na łuku ulicy. Przeskok udał się, lecz oddział poniósł duże straty od ognia granatników podczas zbiórki. W dalszym ruchu zdziesiątkowały go karabiny maszynowe od Tłomackiego spychając z nakazanego kierunku [Szpital Maltański] ku Senatorskiej. O świcie ppor. "Śnica" nawiązał kontakt z 2. kompanią "Rudy" por. "Morro" w wypalonych domach przy Senatorskiej, na wprost kościoła św. Antoniego. W grupie tej zebrano wraz z kpt. "Jerzym" i kpt. "Trzaską" [obaj ranni] 38 żołnierzy z kompanii "Morro", 20 żołnierzy z kompanii por. "Śnicy" - razem 63 powstańców [w tym 5 kobiet], w większości poranionych. Oddział ten, osaczony ze wszystkich stron, zadając dotkliwe straty nieprzyjacielowi, zdołał około godz. 9:00 sforsować przejście przez Senatorską [ranny "Morro", 1 żołnierz zabity] do kościoła św. Antoniego. Tam odparto atak wroga ze stratą 2 poległych, po czym oddział posesjami przeszedł do piwnic Pałacu Zamoyskich przy zbiegu ulicy Alberta z Fredry, naprzeciw północno-wschodniego krańca Ogrodu Saskiego, z zamiarem przedostania się w nocy do Śródmieścia.

Na prawo od baonu "Zośka", w ramach kolumny mjr. "Sosny", nacierał baon "Parasol" ze stanowisk wyjściowych przy ul. Długiej nr 29 ["Reduta Matki Boskiej"] wraz z oddziałem por. "Bartkowskiego". Nacierającym z dużym poświęceniem oddziałom nie udało się wyprzeć Niemców z narożnego domu Bielańska - Tłomackie. Nie zdołano również opanować Pałacu Radziwiłłów. W ogniu bocznym I rzut baonu "Parasol" pod dowództwem por. "Wacka" poniósł tam bardzo ciężkie straty. Ranny został dowódca baonu por. "Jeremi", i dowódcy atakujących pododdziałów: por. "Wacek", dowódca 3. kompanii por. "Lot" i por. "Konrad". Z załogi Reduty Matki Boskiej ranni zostali por. "Bartkowski" i ppor. "Szczerba" [Stankiewicz]. Ciężkie straty w Pałacu Radziwiłłów poniósł pluton Oddziału Specjalnego "Juliusz".

Oddziały mjr. "Sosny" wraz z "Parasolem" opanowały jedynie wschodni narożnik Bielańska - Długa. Ich dalszy ruch uniemożliwił ryglujący ogień z domów po nieparzystej stronie ulicy Bielańskiej pomiędzy Długą a Tłomackiem.

Gdy ppłk "Radosław" otrzymał koło godz. 4:30 meldunki, że tylko dwie grupy szturmowe z kolumny mjr. "Jana" przedarły się, przy czym stracono z nimi łączność, reszta zaś oddziałów poniosła wielkie straty przy bezskutecznym forsowaniu Bielańskiej - nie podjął się powtórnego uderzenia - pomimo nacisku płk. "Wachnowskiego". Zresztą było już widno i każdy ruch paraliżowany był silnym ogniem zaporowym nieprzyjaciela.

W tej sytuacji, około godz. 6:00 płk "Wachnowski" - po zameldowaniu płk. "Monterowi" o załamaniu natarcia - wydał oddziałom rozkaz powrotu na poprzednio zajmowane stanowiska. Rozkaz ten roznosili gońcy z plutonu łączników kpt. "Gustawa". Jednak upadłe na duchu oddziały niechętnie podporządkowały się swym dowódcom. Okazało się, że większość stanowisk zostało opuszczonych samowolnie przez straże tylne. Z odcinka północnego dowódca "Czaty 49" mjr "Witold" już o godzinie 3:00 ściągnął placówki na plac Krasińskich, gdzie tłumy rannych powstańców i setki osób cywilnych oblegały właz do kanałów. Ppłk "Radosław" wraz ze swym zastępcą ppłk. "Turem" z trudnością obsadził placówkami złożonymi z resztek baonów "Zośka", "Parasol" i "Czata 49" - Ogród Krasińskich, skrzyżowanie Świętojerskiej z Bonifraterską, stanowiska wzdłuż Bonifraterskiej, ulice Franciszkańską i Koźlą, z odwodami na rogu Świętojerskiej i Nowiniarskiej oraz na Ciasnej.

Wspomina Krzysztof Głuchowski, strzelec plutonu 1112:

Wieczorem, zdaje się o godz. 20.00 przyszedł rozkaz: "za pół godziny wyruszyć do Archiwum Głównego. Dalsze instrukcje na miejscu. Zachować bezwzględną ciszę". Wyruszyliśmy z całym naszym dobytkiem do Archiwum Głównego przy Długiej 24 na rogu placu Krasińskich, gdzie znów zostaliśmy dozbrojeni, tym razem w granaty, butelki zapalające i amunicję. Mieliśmy nacierać w kolumnie mjr "Sosny", celem było przebicie się na Śródmieście. Była już noc, gdy ruszyliśmy z Archiwum Długą w kierunku przejścia przez Kino Miejskie na Hipoteczną. Wszędzie były zatory i musieliśmy czekać. Cała jezdnia ulicy Długiej była rozkopana. Odpoczywaliśmy siadając, gdzie było można. Przy jednym z niezliczonych posuwań się o parę kroków, ułanowi "Drewno" wypadła z kieszeni butelka z benzyną i buchnęły płomienie. Tylko cudem nie spłonął. Przejścia przez barykady były zatorowane przez ludność cywilną. Dotarliśmy wreszcie z dużym, chyba dwugodzinnym, opóźnieniem na Hipoteczną. Jeszcze za naszym plutonem dochodziły inne oddziały. Przez jakiś czas siedzieliśmy, na środku ulicy na jezdni, przed gmachem fabryki Spiessa. Wszędzie wokół były tłumy ludzi. Po jakimś czasie wpuszczono nas do jakiegoś budynku po nieparzystej stronie Hipotecznej. Stłoczeni w dwu małych pokojach na parterze, przesiedzieliśmy tam w napięciu kilka godzin. Wcześnie rano dostaliśmy rozkaz obsadzenia Pałacu Krasińskich.

Na odcinku wschodnim kpt. "Zaremba" już o północy opuścił kościół Najświętszej Maryi Panny, który rano bez walki zajęli Niemcy. Por. "Dzik" z oddziałem ppor. "Wielgusa" i drużyną AL obsadził kościół Sakramentek i bronił go do godziny 4:00; nie widząc rakiet odszedł o świcie na pl. Krasińskich. Została też opuszczona barykada na ul. Mostowej; na Brzozowej pozostała jedynie placówka w domu nr 14, wskutek czego Niemcy podpalili o świcie dom pod nr 26. Koło godziny 6:30 zastępujący kpt. "Trzaskę" por. "Prymus" [inż. Jerzy Chorzewski] wraz z por. "Dzikiem", z wielkim wysiłkiem zorganizowali słabymi, wysyłanymi biegiem placówkami, obronę odcinka, wobec załamania się części oddziałów i oporu ludności, która już wywieszała białe flagi na barykadach i gromadami odchodziła w stronę pozycji nieprzyjaciela. W południe dowództwo odcinka objął ppłk art. "Mścisław" [Franciszek Pacek].

Podobnie było na odcinku południowym, gdzie na stanowiskach przy ul. Jezuickiej i Świętojańskiej pozostały jedynie podwojone czaty ze 104. kompanii Syndykalistów i 101. kompanii. Zanim nieprzyjaciel zorientował się w położeniu -  odcinek ten obsadzono ponownie.

Stosunkowo najlepszy porządek panował na odcinku południowo-zachodnim kpt. "Gozdawy".

Płk "Wachnowski" powrócił ze sztabem na dawne miejsce do zrujnowanego Archiwum Głównego przy ul. Długiej nr 24.

Od rana 31 VIII Stare Miasto znów znalazło się pod ciężkim ogniem, zwłaszcza Luftwaffe, której Ju-87 "Stuka" dokonywały bombardowań co godzinę.

Pierwsze ciężkie bomby spadły celnie na Pasaż Simonsa przy Nalewkach zawalając całkowicie 6-piętrowy potężny gmach, w którym kwaterował baon "Chrobry I" mjr. "Sosny". Następny nalot zburzył sąsiedni budynek Szkoły Powszechnej przy ul. Barokowej, również będący miejscem postoju powstańców. Skutki tych dwóch nalotów były katastrofalne dla baonu "Chrobry I". W gruzach Pasażu i szkoły zginęło około 380 żołnierzy z kompanii por. "Lisa", ppor. "Prawdzica", por. "Klima" i ppor. "Jacka".  W podziemiach Pasażu zasypany został także sanitariat "Chrobrego" wraz z rannymi. Z licznego baonu przy życiu pozostało około 50 żołnierzy z kpt. "Konarem" i por. "Krynicą", którzy zorganizowali obronę ruin ulicy Nalewki - pomimo dalszego ostrzeliwania ruin przez samoloty.

Po meldunku mjr. "Sosny", donoszącym o zniszczeniu baonu "Chrobry I", płk "Wachnowski" zasilił odcinek kpt. "Konara" plutonem żandarmerii ppor. "Rysia".

Niemcy dopiero po południu podjęli działania zaczepne, mające na celu rozpoznanie położenia.

Na ul. Bonifraterskiej plutony ppłk. "Radosława" odparły atak dwóch czołgów; nieprzyjaciel pędził przed nimi grupę kobiet z dziećmi, które rano przeszły na jego stronę. Piechota niemiecka próbowała wedrzeć się także na ul. Franciszkańską - wynikła z tego dłuższa walka ogniowa. Przez megafony Niemcy wezwali ludność cywilną do zebrania się na ul. Zakroczymskiej. Na odcinku ppłk. "Mścisława" zmuszono do odwrotu dwa czołgi, które usiłowały wedrzeć się na ul. Mostową. Atak odparto przy stratach 2 poległych i kilku rannych, utracono jednak ulicę Brzozową. Wieczorem zapanował spokój...

W nocy 31.VIII/1.IX.1944 oddział baonu "Zośka", dowodzony przez kpt. "Jerzego", ukryty w piwnicach Biblioteki Zamoyskich [Pałac Błękitny], przedostał się do Śródmieścia. W ciągu całego dnia Niemcy poszukiwali go skrzętnie. Kilka razy zarzucali granatami piwnice biblioteki, w których ukrywali się powstańcy. Lecz żołnierze wytrzymali to, mimo dalszych strat i cierpień z powodu braku wody [większość oddziału stanowili ranni i kontuzjowani].

Około godz. 22:00 powstańcy zrzuciwszy opaski opuścili piwnice, ubezpieczywszy się czujkami rkm w rejonie świątyni Sybilli. Kryjąc się w zaroślach Ogrodu Saskiego, przez który przeszli rozproszonym rojem, a następnie na komendę uformowali kolumnę trójkową [niemiecki szyk marszowy] i wysunąwszy na czoło płynnie mówiących po niemiecku "Drogosława" i "Witolda Czarnego" ruszyli w kierunku pozycji niemieckich udając żołnierzy SS [wszyscy odziani byli w zdobyte jeszcze na Stawkach niemieckie hełmy i "panterki"]. Następnie oddział skierował się do pobliskich ruin Giełdy przy ul. Królewskiej, mijając po drodze wysuniętą placówkę niemiecką. Dopiero w chwili, gdy Polacy skoczyli w kierunku pobliskiej polskiej barykady, niemiecki dowódca zorientował się, że właśnie przez jego teren przeszedł oddział AK. Niemcy otworzyli chaotyczny ogień - na szczęście o kilka sekund za późno. Ogień rozpoczęła również polska obsada barykady przy ul. Zielnej, sądząc że Niemcy właśnie ruszyli do boju.

Perspektywa ul. Królewskiej widziana z domu Marszałkowska 154. Po prawej ruiny Giełdy - tędy przeskoczyła kompania "Rudy"... Po lewej wylot ul. Zielnej

W ogniu placówek polskiej i niemieckiej, wśród rozrywających się granatów i głośnych nawoływań: "Radosław! Starówka! Nie strzelać!" - powstańcy przedarli się na polski odcinek Śródmieścia. Skok grupy, pomimo utraty jednego poległego, można jednak uznać za szczęśliwy. Okazało się, iż był to jedyny staromiejski oddział, któremu udało się dotarcie "górą" do Śródmieścia. Na zbiórce dokonano sprawdzenia stanów. Grupa liczyła 59 powstańców...

Ulica Alberta I króla Belgów.

W tle widoczna świątynia Sybilli i Ogród Saski.

Jedną z głównych przyczyn niepowodzenia całej akcji, było niedostateczne rozpoznanie przyszłego terenu walk, wykonane w ciągu dnia z dachów wysokich kamienic przy ul. Hipotecznej. Obserwując ruiny wypalonych domów południowej części ul. Bielańskiej, oficerowie płk "Wachnowskiego" stwierdzili, że "domy są opuszczone". Nie podjęto żadnej poważniejszej próby potwierdzenia tego wniosku [nocny atak grupy mjr. "Jana" rozbije się właśnie o te "puste ruiny"]. Natarcie oddziałów Starego Miasta ku Żelaznej Bramie załamało się wskutek przewagi zorganizowanego ognia nieprzyjaciela, którego nie udało się zaskoczyć. Czujność Niemców obudził zapewne zgiełk, jaki wywołało zbieranie przez ppłk. "Pawła" kolumn rannych i ludności cywilnej tuż za stanowiskami wyjściowymi natarcia na ul. Bielańskiej. Ale tłumy te zebrały się w przewidzianym czasie. Nieporządek powstał wskutek zatłoczenia wszystkich dostępów do stanowisk wyjściowych i nieobecności mjr. "Sosny" - dowódcy prawej kolumny szturmowej. Następnie bierne i długie oczekiwanie na rozpoczęcie działania przez mjr. "Sosnę" dało Niemcom czas na przygotowanie energicznej obrony i przerzucenie odwodów na zagrożony odcinek. W tym czasie na ich tyłach [pl. Bankowy] wybuchła walka, którą szybko zakończyli na swoją korzyść. To było kolejne ostrzeżenie, że "coś wisi w powietrzu". Niebo rozświetliły setki wystrzelonych rakiet.

W natarciu popełniono te same błędy, co w podobnym boju nocnym mającym na celu połączenie Starówki z Żoliborzem [21/22 VIII]. Jaskrawo zaznaczył się brak współdziałania nie tylko z odległymi oddziałami mjr. "Zagończyka" i desantem kanałowym kpt. "Motyla", lecz i z grupami najbliższymi...

II rzut zgrupowania mjr. "Jana" ruszył do boju z wysuniętego stanowiska w Banku Polskim, nie dbając o to, że po przeciwnej stronie ulicy [vis a vis Pałacu Radziwiłłów] bronił się silny oddział wroga, skutecznie wstrzymując ruch prawego skrzydła kpt. "Sosny", które właśnie uderzeniem na Tłomackie miało ubezpieczyć i wesprzeć główne natarcie. Dowódcy powstańczy nie poparli ruchu grup szturmowych ogniem, nawet wtedy, gdy już ujawniły się niemieckie źródła morderczego ostrzału bocznego. I choć wszystkie oddziały posiadały ręczne karabiny maszynowe i miały dogodne do tego warunki w Banku Polskim, nie pokryły ogniem zaporowym pozycji wroga.

W efekcie połączenia się tych wszystkich elementów w czasie i przestrzeni, całe przebicie pomyślane jako opanowanie terenu na szerokości 400 i głębokości 700 metrów, zamieniło się w próbę przenikania przez pozycje niemieckie poszczególnych żołnierzy lub małych, często  zagubionych i pozbawionych dowodzenia grupek, pragnących jedynie pokonać odległość i wyrwać się z rejonu Starówki. O opanowaniu "korytarza" nie było już mowy...

Cały precyzyjny plan natarcia został wypaczony przez wykonawców - a przecież byli to najtężsi dowódcy dotychczasowej obrony Starówki.

Świadczy to, że obrońcy Starego Miasta już dawno przekroczyli granice ludzkiego wysiłku i wytrzymałości. Stać ich było jeszcze na pogardę śmierci, która zebrała krwawe żniwo: około 150 poległych i rannych po stronie Grupy "Północ" - w tym bardzo wielu dowódców.

Zbliżone straty poniosły w tym samym czasie oddziały śródmiejskie mjr. "Zagończyka", doglądane osobiście przez płk. "Montera" [część tych oddziałów por. "Lecha Żelaznego", koncentrujących się na ciasnych podwórkach, zmasakrował ogień granatników zanim podano rozkaz do natarcia].

Zmęczenie i brak wiary w powodzenie - to główne przyczyny porażki w natarciu 31 VIII 1944. Wiele oddziałów zniszczonych w nocnym natarciu nigdy już nie odzyskało utraconej wartości bojowej i do końca Powstania wypełniały one jedynie funkcje pomocnicze.

Po nieudanej próbie przebicia, płk "Wachnowski" zarządził ewakuację lżej rannych i oddziałów liniowych Grupy "Północ" kanałami do Śródmieścia...

Ruiny Banku Polskiego w 1945.

Zobacz też: