|
| ||||||||||||||
|
W
zgrupowaniu
ppłk. "Radosława"
wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z beznadziejnego położenia Żydów uwięzionych
w
"Gęsiówce". W wypadku przeciągania się w czasie Powstania
więźniów czekała zagłada. Inicjatywę
szeroko zakrojonego natarcia na obóz podjął
kpt. "Jan", dowódca
"Brody 53" i
por. "Jerzy", dowódca
bonu "Zośka".
"Jan" mnie zapytał:
To ja odpowiadam:
Wróciliśmy do "Radosława" i powiadamy:
Należy tutaj podkreślić, że natarcie na "Gęsiówkę" miało wyłącznie na celu uwolnienie więźniów Żydów. Początkowa odmowa ze strony ppłk. "Radosława" podyktowana była względami czysto wojskowymi. Dowódca zgrupowania nie widział korzyści operacyjnych tego uderzenia, gdyż nosił się z zamiarem wyprowadzenia swoich oddziałów z obrębu Warszawy i przebicia się do Puszczy Kampinoskiej. Poza tym kontakt ze Starym Miastem, wprawdzie utrudniony, w dalszym ciągu był utrzymywany. Niemcy nie obsadzili gruzów getta, zajmowali jedynie dwa zabudowane tereny: Pawiak i "Gęsiówkę", zaś trzecim większym kompleksem zabudowań, były magazyny i szkoły przy Stawkach - leżące na przedpolu Starego Miasta, które w dalszym ciągu pozostawały w rękach powstańców.
Dowódcą natarcia został por. "Jerzy", który przede wszystkim, wspólnie ze swoim zastępcą, por. "Piotrem Pomianem", dokonał rozpoznania terenu. Część obozu od strony ul. Okopowej znajdowała się od początku walk w rękach powstańców. Niemcy wycofali się do wschodniej części obozu. Część ta była silnie umocniona wieżami i bunkrami z dużą ilością broni maszynowej. Z umocnionych wież Niemcy mieli rozległe pole ostrzału tak na teren samego obozu, jak i na zewnątrz. Załoga obozu - to byli SS-mani w czarnych mundurach Sonderdienstu, szczególnie "wsławieni" okrutnym stosunkiem do więźniów.
Według relacji komendanta politycznego "Gęsiówki",
którego powstańcy dostali w swe ręce już w pierwszym dniu powstania, na
terenie obozu miało się znajdować kilkuset Żydów, których Niemcy nie
zdążyli wymordować. Mogło stać się to jednak w każdej chwili, a więc
zdobycie "Gęsiówki" było sprawą ze wszech miar pilną.
Zasadnicze zadanie miał wykonać pluton "Felek" pod dowództwem sierż. pchor. "Kuby" [Konrad Okolski] oraz 3. kompania pod dowództwem ppor. "Giewonta" [Miłosław Cieplak]. Pluton "Alek" pod dowództwem sierż. pchor. "Kołczana" [Eugeniusz Koecher] miał zająć stanowiska od strony ul. Okopowej, wiążąc ogniem wieże obozu i tym samym ściągając uwagę Niemców w tym kierunku. Wspomina kpt. "Jerzy": Bardzo starannie wyznaczamy trasę posuwania się czołgu, ustalamy kolejność, w jakiej wieżyczki mają być ostrzelane, określamy czas natarcia dla poszczególnych sekcji i sposób wzajemnego ubezpieczania się.
A więc czołg miał iść w czole natarcia, pod dowództwem
por. "Wacka", podjechać pod stanowiska niemieckie i włamać się do
środka. Za czołgiem miała iść część kompanii ppor. "Giewonta", natomiast
lewe skrzydło ataku stanowić mieli żołnierze plutonu "Felek", prowadzeni
przez sierż. pchor. "Kubę".
Pogoda jest piękna, słońce oblewa zgliszcza i zwaliska gruzów jaskrawym blaskiem, cienie "bocianów" [tzn. wież strażniczych] kładą się na ziemię wyraźnymi plamami, getto świeci czerwienią rozbitych murów, jakby chciało zrobić konkurencję krwawej czerwieni pożarów, okalających szerokim łukiem Wolę. Kłęby gęstych czarnych dymów przewalają się nad horyzontem i raz po raz przesłaniają słońce rudą plamą.
Por. "Jerzy" ze swego stanowiska obserwuje oddziały
zajmujące podstawy wyjściowe. Dzieje się to wszystko w sposób
niewidoczny dla nieprzyjaciela, zwłaszcza iż
"panterki" żołnierzy
powstańczych znakomicie zlewały się z tłem gruzów getta. Wspomina kpt. "Jerzy": Wielka i potężna barykada, która oddziela nasze pozycje na Gęsiej od ziemi niczyjej, rozciągającej się między murem "Gęsiówki" a nami, okazała się bardzo łatwa dla naszej "Pantery", która przetoczyła się po niej jak po śmietnisku żelaznych odpadków i jedynie do łoskotu motorów i jazgotu karabinów maszynowych dołączył się hałas miażdżonego muru, trzask łamanych desek i szyn żelaznych. "Pantera" jest już na wysokości drugiej barykady, którą bierze równie łatwo, jak i poprzednią.
Po sforsowaniu pierwszej barykady Niemcy zorientowali się, że to nie ich czołg - rozpoczęli silny, choć niezbyt skuteczny ogień broni maszynowej. Czołg odpowiedział strzałami z działa, skierowanymi na wieże strażnicze. W tym samym momencie pluton "Felek" z okrzykiem "hurra!" ruszył do szturmu biegiem w kierunku pierwszej wieży. Niemcy usadowieni w "bocianach" stawiali jednak dosyć silny opór. Po zdruzgotaniu żelaznej bramy czołg otworzył drogę do natarcia w głąb obozu. Pod jego osłoną żołnierze z ppor. "Giewontem" przebiegają i zajmują nowe pozycje, już wewnątrz "Gęsiówki". Rozpoczyna się obustronny gwałtowny ogień broni maszynowej. Jednakże decydujący jest ogień działa czołgowego, przenoszony z jednej wieży na drugą. Wspomina kpt. "Jerzy": Jedna skrajna płonie, na innych poznaję naszych chłopców. "Pantera" wolno i systematycznie przenosi ogień swego działa z jednej wieży na drugą, według ustalonego z góry schematu, a precyzja, z jaką pociski padają, budzi we mnie uczucie prawdziwej dumy. Strzał, kłęby kurzu i dymu, i pojedyncze postacie biegnących chłopców - oto widok, który powtarza się z dokładnością maszyny. Nagle w szkłach lornetki dostrzegam coś, co w tej uregulowanej pozornie grze jest niebezpiecznym zgrzytem. Oto z jednej z wież wyskakują Niemcy. Jeden roluje ścigany bryzgami naszego kaemu. Jeszcze nie padł strzał z działa, a już widzę chłopców "Kuby", jak wpadają do wieży. O, gdybym mógł ich powstrzymać! Nowy huk wstrząsa powietrzem i za chwilę wieża przez naszych obsadzona otacza się chmurą pyłu, z którego powoli wynurzają się postacie żołnierzy. Jednego prowadzą pod ręce dwaj koledzy. Pcham gońca w ich kierunku, a sam, choć obawiam się tam poważniejszych jakichś strat, przenoszę wzrok na inne wieże, które są w tej chwili celem dla naszego czołgu. "Pantera" stoi w bramie i razi ogniem bunkier, znajdujący się naprzeciw.
Wspomina Witold Bartnicki - w czasie ataku członek załogi czołgu "Magda": Strzelamy bardzo szybko aby nie pozwolić Niemcom na zmianę stanowisk. Bez przerwy zmieniamy własną pozycję. Wystrzały działa słyszę jako tępe stękanie na chwilę zagłuszające wściekły ryk silnika. Dym zasnuwa całą kabinę. Nie mam czasu usunąć łusek z przepełnionego pudła. "Wacek" ryczy na całe gardło - co poznaję po ruchu ust - podając coraz to nowe cele. Potwornie gorąco, nie wiem z czego. Pewnie pancerz nagrzał się od słońca [...] Pracujemy z uporem w rzadko przerywanym milczeniu. "Bajan" bez przerwy obraca wieżą i lufą, z głową wciśniętą w półkolisty uchwyt operuje szybko pedałami, manetkami elektrycznego silnika i rączkami kręgu i bębna. Czołg co chwila zatrzymuje się, obraca, rusza z miejsca i naciera na przeszkody.
Po jakimś czasie por. "Jerzy" widzi, jak z budynków i wież Niemcy
zaczynają grupkami uciekać. Wszystkie punkty ogniowe Niemców znalazły
się pod bezpośrednim ostrzałem działa czołgu - napisał po wojnie
Wacław Micuta. - Obsługa działa, celowniczy "Bajan" i zamkowy
"Wiktor" -"Kadłubek", rozbili wszystkie wieże, skąd szedł ogień, kończąc
wypędzeniem Niemców z "białego domu" zamykającego obóz od strony
wschodniej.
Wspomina kpt. "Jerzy": Wspomina "Laudański" z plutonu "Alek":
Od strony "Gęsiówki" biegła do nas "Duża Zosia".
Zdumiony i wzruszony por. "Wacek" zameldował o tym natychmiast
ppłk.
"Radosławowi", który pozwolił mu zatrzymać w plutonie
pancernym część uwolnionych więźniów. Wśród nich znalazł się kpr.
"Filar", znakomicie znający się na instalacji elektrycznej, "Rysiek" -
mechanik samochodowy, Henryk Lederman "Heniek" - także mechanik i inni.
Wspomina "Laudański" z plutonu "Alek":
Dotarliśmy bez strat do bramy obozu. Po wejściu do
środka znaleźliśmy się w tłumie żołnierzy z naszego baonu zmieszanych z
ludźmi ubranymi w biało-niebieskie pasiaki. Radość uwolnionych więźniów
była olbrzymia. Prawie każdy coś mówił. Twarze rozpromienione,
podniecone. Jedna z więźniarek śmiała się i płakała ze szczęścia,
wycierając rękawem płynące łzy. Miałem zameldować nasz powrót.
Zobaczyłem "Kołczana" otoczonego przez kilku Żydów, którzy usiłowali
całować go po rękach. "Kołczan" szarpał się, wyrywał, nie mógł zrozumieć
dziękczynnych słów wypowiadanych w językach: francuskim, greckim,
węgierskim, niemieckim, hebrajskim... Wreszcie rozdrażniony uwolnił
rękę, wydobył pistolet i strzelił kilka razy w górę.
Ocena "Wacka" po zdobyciu Gęsiówki:
| ||||||||||||||
![]() | ||||||||||||||
| Baraki i wieże strażnicze tuż po zdobyciu obozu | ||||||||||||||
![]() | ||||||||||||||
| Patrol kompanii "Giewonta" oprowadzany po terenie obozu | ||||||||||||||
![]() | ||||||||||||||
| "Bocian" obsadzony przez żołnierzy "Giewonta" | ||||||||||||||
![]() | ||||||||||||||
|
Co się działo z uwolnionymi Żydami? Wspomina "Laudański": Na Czerniakowie, z budynku przy ul. Książęcej 1, widziałem kilka razy kolumnę transportową, wracającą nocą ze Śródmieścia przez nasze pozycje, w której pełniło służbę 10-15 byłych więźniów "Gęsiówki". W baonie AK "Parasol" z uwolnionych więźniów "Gęsiówki", śmiercią żołnierza polegli w Powstaniu:
- Henryk Poznański "Bystry"
[członek ŻOB, był znakomitym
przewodnikiem kanałowym, gdyż znał kanały z okresu powstania w getcie,
kiedy donosił kanałami do getta broń i żywność. Po upadku powstania w
getcie przez jakiś czas ukrywał się w kanałach warszawskich. Nie jest
jasne, w jakich okolicznościach znalazł się na "Gęsiówce". Służąc w
batalionie "Parasol", przeprowadził 25/26 VIII 1944
gen. Tadeusza "Bora" Komorowskiego
i sztab KG AK kanałami ze Starówki do Śródmieścia. Przez kilka
następnych dni przechodził wielokrotnie kanałami między Starówką a
Śródmieściem jako łącznik pomiędzy
płk. Karolem
Ziemskim "Wachnowskim", dowódcą
Grupy "Północ",
a gen. "Borem" i płk. "Monterem". 1 IX 1944 tą samą trasą przeprowadził
do Śródmieścia dowództwo Grupy "Północ", a 2 IX 1944 rano straż tylną,
złożoną z oddziału z baonu "Parasol". Na Czerniakowie był nadal
przewodnikiem kanałowym. Zginął 17 IX 1944, wychodząc z włazu kanałowego
na Czerniakowie]; | ||||||||||||||
![]() | ||||||||||||||
|
Patrol na terenie "Gęsiówki": pierwszy z prawej "Orlicz" NN z plutonu "Felek" - zaginął na Starówce, w środku ppor. "Howerla" Stanisław Kozicki, d-ca I plutonu kompanii "Giewonta", poległ 22 VIII 1944 1944 na boisku "Polonii". W głębi część obozu od strony ul. Bonifraterskiej. | ||||||||||||||
![]() | ||||||||||||||
| Ulica Gęsia w kierunku Okopowej - tędy jechała powstańcza "Pantera", stan z 1945 roku | ||||||||||||||
![]() | ||||||||||||||
|
"Laudański" w 1997 napisał:
Podczas uroczystego odsłonięcia
pamiątkowej tablicy
[1994] poświęconej uwolnieniu 348 więźniów Żydów z różnych
krajów Europy podszedł do mnie Andrzej Misner. Na fotografii z 5
VIII 1944 1944 r., wśród 23 uwolnionych więźniarek z Gęsiówki, rozpoznał
swoją matkę. Ze wzruszeniem powiedział: | ||||||||||||||